Andrzej Półkoszek

Konsultant

10 kwietnia 2026

Specyfika krajowego "rynku" obrotu aktywami niematerialnymi (niezależne spojrzenie) 

Person using a smartphone over a notebook

Z bezwzględnie ogromnym szacunkiem dla wysiłku całej społeczności przedsiębiorców w Polsce, zwłaszcza reprezentujących segment MŚP (małych i średnich) pragnę zwrócić uwagę, że nieco ponad 30 lat tzw. „wolnego rynku” (cudzysłów jest tu absolutnie uzasadniony) – piszę te słowa na przełomie I i II kwartału 2026 roku – nie jest niestety wbrew pozorom okresem reprezentatywnym. Mam tu na myśli fakt, iż 30 lat w życiu indywidualności to pozornie okres bardzo znaczący (i tu pełna zgoda), ale dla gospodarki to jest jakby mgnienie chwili. Tacy Amerykanie budowli swój kapitalizm przez 250 lat (w lipcu 2026 roku będą celebrować dokładnie 250-tą rocznicę formalnego zapoczątkowania tego rozdziału swojej historii), no i właśnie oni jako jedyni na świecie, mogą cokolwiek na ten temat merytorycznego powiedzieć. Ale właśnie jako jedyni.

Z powyższego w zakresie praktyki gospodarczej wynika kilka istotnych wniosków. Między innymi ten, że korzystanie z doświadczeń tamtego rozwiniętego rynku jest w całej pełni zasadne, ale na poziomie wyłącznie pośrednim, a nie bezpośrednim. Rozumiem przez to regułę, którą postaram się wyjaśnić na przykładzie:

 

  1. Rzecz dotyczy potrzeby wyceny np. marki dla celów transakcyjnych, czyli planowanej umowy kupna-sprzedaży aktywa niematerialnego ‘pomiędzy dwiema, niepowiązanymi i dobrze poinformowanymi stronami”, jakby sugerowała polska ustawa o rachunkowości w kontekście standardu wartości godziwej.
  2. Powołany tzw. „rzeczoznawca” ustalił, że w kontekście bazy danych odniesionej do wskazanego segmentu branżowego średni zakres procentowych stawek licencyjnych odniesionych do wartości sprzedaży licencjobiorców w przedmiotowym segmencie to 2-3% (np. dla branży producentów żywności). Wyliczył zatem, że za uzasadnioną do celów transakcyjnych należy uznać stawkę średnią, czyli 2,5%. Możemy to nazwać „podejściem bezpośrednim”, opartym na koncepcji metody licencyjnej (czy jak wolą niektórzy, dosłownie tłumacząc z języka angielskiego – metody rezygnacji z opłat licencyjnych).
  3. Kolejny analityk poszedł nieco inną drogą, a mianowicie ustalił, że statystycznie na rynku amerykańskim procentowy udział opłat licencyjnych w dochodach operacyjnych licencjobiorców mieści się w przedziale 20-30%. Zaproponował 25% dochodu operacyjnego, czyli średni rezultat przedziału. Nazwijmy to „podejściem pośrednim” właśnie. Owo podejście pośrednie oznaczałoby, że stawka procentowa opłaty licencyjnej odniesionej do wartości sprzedaży wynosiłaby w tym przypadku 25% x 4,8% = 1,20%.
  4. Okazuje się, że przeciętny wskaźnik rentowności wskazanego instytucjonalnego właściciela marki wynosi +4,8%.

 

Wnioski:

  1. Twierdzenie, że w Polsce w ciągu ostatnich 30 lat od transformacji geopolitycznej kraju z gospodarki planowej na gospodarkę kapitalistyczną wytworzył się autentyczny i w dodatku aktywny rynek obrotu aktywami niematerialnymi (w szczególności markami) należałoby uznać za co najmniej wielce kontrowersyjne. Wystarczy sobie uświadomić, że nie funkcjonują w pełni reprezentatywne bazy danych tego rodzaju transakcji, spełniających wolnorynkowe kryteria i reprezentujących liczbę właśnie reprezentatywną. To z tego powodu powszechną manierą różnego autoramentu „rzeczoznawców” jest sięganie po statystyki amerykańskie choćby właśnie z tego powodu, że po prostu rodzimych nie ma.
  2. Gdyby przyjąć za dobrą monetę tzw. „benchmark” pierwszego specjalisty (czyli stawkę licencyjną w wysokości 2,5% od wartości sprzedaży, to łączne obciążenie wyników operacyjnych dotychczasowego użytkownika marki wyniosłoby 2,5%: 4,8% czyli aż 52% (ponad połowę dochodów), co drastycznie przekracza wskazany górny pułap statystyczny w tym przypadku, tj. 30%.
  3. W przypadku drugiego specjalisty zaakceptowanie stawki 1,20% od sprzedaży wydaje się uzasadnione, ponieważ marka reprezentuje biznes o takich dokładnie możliwościach ekonomicznych. Trzeba pamiętać, że rentowność przedmiotowego biznesu jest pochodną nie tylko kosztów operacyjnych, ale także cen sprzedawanych produktów. A z kolei nabywca marki nie może przecież w trakcie jej używania na docelowym rynku tak sobie z dnia na dzień podnieść tych cen wobec produktów, które ta marka do tej pory reprezentowała…

 

Przykład ten pokazuje dosyć jednoznacznie, że tzw. podejście bezpośrednie (benchmarking) w istocie wypacza sens ekonomiczny wyceny na młodych obszarach gospodarki wolnorynkowej, ponieważ pomiędzy realną sytuacją gospodarczą w regionie będącym obszarem transakcji, a regionem, w którym ukształtowano benchmark, nie ma żadnego miarodajnego powiązania. Czyli miara wynikająca z benchmarku całkowicie abstrahuje od realnej sytuacji podmiotu, do którego ten benchmark odniesiono.

 

Natomiast w podejściu pośrednim praktyka kształtująca stosunek statystycznych wielkości opłat licencyjnych do dochodów przedsiębiorców już może stanowić pewien miarodajny punkt zaczepienia, ponieważ wielkość hipotetycznych opłat staje się pochodną dochodów i tym samym związek pomiędzy opłatami i dochodami staje się realny, rzeczywisty.

Konkluzja końcowa jest taka, że nie ma niczego złego w korzystaniu z doświadczeń rynków wzorcowych, o ile to korzystanie nie jest bezkrytyczne.

Ostatnie wpisy

Zapytaj o usługę

Andrzej Półkoszek


Konsultant ekonomiczno-finansowy. Praktyk w zakresie wyceny przedsiębiorstw oraz ich aktywów niematerialnych. Entuzjasta modelowania zachodnich procedur analitycznych na rynku polskim, z poszanowaniem jego specyfiki.

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.

tel. +48 732 241 400

e-mail: andrzej@polkoszek-konsulting.com

e-mail: andrzej@polkoszek.com

e-mail: info@polkoszek.com 

szyfrowany e-mail: polkoszek@protonmail.com

szyfrowany komunikator: Proton Meet

Andrzej Półkoszek

Konsultant ekonomiczno-finansowy