Konsultant
Kiedyś w przeszłości przy okazji zleconej wyceny wynalazku (na szczęście poza procedurami opisanymi powyżej) przez instytut naukowo-badawczy na rzecz potencjalnie zainteresowanego nabywcy komercyjnego zaproponowałem stronom dywersyfikację ryzyka transakcyjnego poprzez ustalenie warunków kontraktu licencyjnego, który w maksymalnym stopniu respektowałby preferencje obydwu podmiotów, czyli zarówno świata nauki jak i świata biznesu. Najpierw dowiedziałem się, że strona biznesowa preferuje zdecydowanie zakup, a nie dzierżawę (strona naukowa w zasadzie pozostawała całkowicie bierna w tej kwestii). Kiedy spytałem o merytoryczne uzasadnienie tego stanowiska w odniesieniu do warunków wdrażania tej konkretnej technologii, dowiedziałem się, że zarząd spółki podjął taką decyzję. Dlaczego? No bo tak…
W innej sytuacji zwrócił się do mnie inny instytut naukowy, który w ramach konsorcjum z biznesem został zobligowany do sprzedaży uczestnikowi komercyjnemu ostatecznych wyników programu badawczo-rozwojowego w zakresie pewnej technologii. Instytut miał wątpliwość co do rzetelności przedłożonej mu wyceny przez stronę biznesową. I rzeczywiście, licząca zaledwie kilka stron papieru „wycena” popełniona przez pewnego biegłego rewidenta stanowiła ewidentną podkładkę pod interesy wskazanego nabywcy, aby przejął prawa własności za minimalną stawkę pieniężną.
Niejako przy okazji - dotacja dosyć powszechnie jest traktowana w kraju jako oficjalnie dorozumiany „darmowy kapitał” w sytuacji, gdy nauka zwana ekonomią nie zna w ogóle takiego pojęcia, czyli nie funkcjonuje w gospodarce kapitał o zerowym koszcie własnym. W pewnej części procesów komercjalizacyjnych (z braku tego typu statystyk nie potrafię wskazać, w jakiej) kwota transakcyjna pomiędzy biznesem i nauką jest ustalana w sposób odbiegający od formalnej i rzetelnie przeprowadzonej procedury wartościowania wynalazków, a „cena transakcyjna” jest kształtowana przy zastosowaniu alternatywnych procedur. Czy to źle? Trudno powiedzieć… Może w sytuacji tworzenia fikcji w postaci oficjalnych „wycen” to i tak lepsze rozwiązanie, bo oszczędza się na ekspertach…
Końcowy wniosek wskazuje, że bezwzględnie w ramach rekomendowanych rozwiązań w zakresie dywersyfikacji ryzyka lepiej byłoby unikać jednorazowych transakcji na rzecz procedur licencyjnych. To ewidentne. Ale czy krajowy obszar gospodarczy jest już dostatecznie przygotowany na tego rodzaju spojrzenie? Można odnieść wrażenie, że ciągle nie do końca. Jednakże, o ile szukalibyśmy przyczyn takiego stanu rzeczy, to nie tyle raczej problem tkwi w procedurach prawnych czy stricte ekonomicznych, co bardziej mentalnych. Niemniej należy patrzeć w przyszłość i liczyć, że zapewne 30 lat „wolnego rynku” to względnie niewiele, ale 40-50 lat to już brzmi znacznie bardziej obiecująco… Pozostaje na to liczyć.
Andrzej Półkoszek
Konsultant ekonomiczno-finansowy. Praktyk w zakresie wyceny przedsiębiorstw oraz ich aktywów niematerialnych. Entuzjasta modelowania zachodnich procedur analitycznych na rynku polskim, z poszanowaniem jego specyfiki.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
tel. +48 732 241 400
e-mail: andrzej@polkoszek-konsulting.com
e-mail: andrzej@polkoszek.com
e-mail: info@polkoszek.com
szyfrowany e-mail: polkoszek@protonmail.com
szyfrowany komunikator: Proton Meet
Konsultant ekonomiczno-finansowy